Chipsy domowej roboty

Chipsy domowej roboty

Miałam napisać podsumowanie roku. Dużo było zmian, a jeszcze więcej jest w głowie na kolejny 2018 rok. Jednak dzisiaj, kiedy zabrałam się do pisania uznałam, że HEJ zaraz sylwestra! Zamiast Wam tutaj pisać o tym co było i będzie, wolę się podzielić przepisem na chipsy domowej roboty. Czy taki wpis Wam się bardziej nie przyda? Biorąc pod uwagę, że mamy jeszcze trzy dni do szalonej imprezy, na pewno zdążycie przygotować tą przekąskę! Po za tym… chipsy domowej roboty możecie przechowywać w szczelnym słoiku kilka dni – nawet do tygodnia. Więcej nie udało mi się przetestować. Domyślacie się przyczyny? Są smaczne i względnie bardziej fit (brrr nie lubię tego określenia). To co? Zabieramy się do gotowania :) Och… one wymagają sporo czasu. Zarezerwujcie sobie wieczór.

Składniki:

  1. kilka sztuk ziemniaków do pieczenia (zapytajcie sprzedawcę)
  2. sól (lub inne przyprawy według uznania)

To ile wybierzecie ziemniaków przełoży się na ilość chipsów, im więcej tym lepiej.

Przygotowanie

  1. Ziemniaki obrać i umyć.
  2. Z użyciem mandoliny pokroić ziemniaki na bardzo cienkie plasterki (1 mm).
  3. Przełożyć do miski z wodą, w celu wypłukania skrobi. Czynność powtórzyć 2-3 razy.
  4. Plastry ziemniaków układać na powłokach nie przywierających (papier do pieczenia, specjalne maty silikonowe, lub piec tylko na kratce). Posolić.
  5. Piec w 220°C przez 5-10 min. Uwaga! Bardzo szybko się przyrumieniają w ostatnim momencie. Nie ustawiać minutnika tylko doglądać. Ja piekłam chrupkie, więc wypieczone na złoto.

Jeśli macie frytkownicę, oczywiście możecie z jej użyciem usmażyć chipsy. Więcej Wam w tym temacie nie podpowiem, gdyż nie posiadam tego urządzenia.

Jak widać, piekłam bez tłuszczu. Sprawdziłam kilka wersji i najlepsza dla mnie była bez oleju.

Smacznego :)